
fot. East News / X
Trybunał Konstytucyjny Korei Południowej podtrzymał decyzję parlamentu o
impeachmencie
prezydenta
Yoon Suk Yeola
w związku z ogłoszeniem przez niego w grudniu zeszłego roku stanu wojennego. Oznacza to, że prezydent finalnie traci swoje stanowisko, a w ciągu 60 dni odbędą się nowe wybory. Decyzja sądu wywołała protesty zwolenników Yoon Suka, ale na ulice wyszli też jego przeciwnicy.
Przypomnijmy, że Yoon Suk Yeol
ogłosił stan wojenny
w grudniu zeszłego roku, powołując się na zewnętrzne i wewnętrzne zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Według jego przeciwników, była to jednak próba wyeliminowania przeciwników z opozycyjnej Partii Demokratycznej. Dekret w sprawie stanu wojennego prezydent odwołał po sześciu godzinach, po tym, jak jego decyzję zakwestionował parlament. Zgromadzenie Narodowe Korei Południowej opowiedziało się też za
impeachmentem
prezydenta, który został zawieszony w obowiązkach do czasu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.
Wczoraj Trybunał
podtrzymał
decyzję parlamentu. Ogłaszając decyzję stwierdzono, że prezydent „przekroczył swoje uprawnienia”, stając się tym samym zagrożeniem dla demokracji. Podkreślano, że decyzja Yoon Suk Yeola wywołała w kraju chaos, odbijając się na gospodarce i polityce zagranicznej.
W wyniku decyzji Trybunału Yoon Suk Yeol straci więc swoje stanowisko, a
w ciągu 60 dni odbędą się nowe wybory
. Do czasu zaprzysiężenia nowego prezydenta jego obowiązki pełnić będzie premier
Han Duck-soo
, który sam został poddany procedurze impeachmentu:
W jego przypadku Trybunał Konstytucyjny nie podtrzymał jednak decyzji parlamentu.
Yoon Suk Yeol nie stawił się na ogłoszeniu wyroku, nie wydał też żadnego oświadczenia. Czeka go teraz natomias
t sprawa karna,
która ma rozpocząć się 14 kwietnia. Ciążą na nim zarzuty dotyczące kierowania zamachem stanu, co zagrożone jest karą dożywocia, a nawet karą śmierci. W Korei nie wykonano jednak żadnej egzekucji od końca lat 90.
Decyzja Trybunału Konstytucyjnego wywołała
protesty
w Seulu, na ulice wyszli też przeciwnicy prezydenta.