
fot. Facebook @PrezydentPawelMaj / Google Maps
Prezydent
Puław
, który miał odsiedzieć 5 dni w areszcie w związku z sądowym wyrokiem dotyczącym udostępnienia boiska, jednak pozostanie na wolności. Grzywna nałożona na miasto, której
Paweł Maj
zdecydował sie nie płacić i w zamian za to miał trafić do aresztu, została zapłacona, choć nie wiadomo przez kogo.
Sprawa prezydenta Puław zyskała rozgłos kilka dni temu, gdy sam przekazał on, że w poniedziałek, 7 kwietnia stawi się w areszcie, aby odsiedzieć w nim
pięć dni.
Była to wymienna kara wobec
grzywny
, jaką sąd nałożył na miasto za udostępnienie Orlika. Prezydent świadomie zdecydował się nie płacić grzywny, aby zwrócić uwagę na absurdalność sądowych orzeczeń.
Sprawa puławskiego
Orlika
przy Szkole Podstawowej nr 4 ciągnie się od 2018 roku, kiedy to mieszkające w pobliżu małżeństwo złożyło skargę na
hałas
i nadmierne oświetlenie z boiska. Sąd wydał wówczas orzeczenie
zakazujące korzystania z Orlika osobom niebędącym uczniami szkoły.
W 2022 roku miasto postawiło
ekrany akustyczne
za 250 tys. zł, po czym ponownie udostępniło boisko wszystkim chętnym.
Małżeństwo znów zwróciło się jednak do sądu, który w drugiej instancji ukarał miasto grzywną w wysokości
5 tys. zł za złamanie sądowego zakazu z 2018.
Karę grzywny pozwolił wymienić na pięć dni aresztu wobec osoby reprezentującej miasto.
Kilka dni temu Paweł Maj poinformował, że zdecydował się odbyć karę aresztu.
"7 kwietnia stawię się przy bramie Zakładu Karnego w Opolu Lubelskim, gdzie odbędę karę pięciu dni aresztu. Za co? Za to, że
umożliwiłem naszym dzieciom korzystanie z boiska Orlika
przy SP4.
Bezduszne, kalekie prawo
, które uderza wprost w dzieci. Przez lata ciągną się wyroki, które są absurdem. Zapłacenie przez miasto grzywny za to, że dzieci mogą ćwiczyć na przyszkolnym boisku, byłoby usankcjonowaniem niesprawiedliwości. Dlatego wybrałem więzienie. To nie są tylko słowa - to czyny" - napisał na Facebooku.
"
To problem całej Polski!
W kraju mamy 2700 Orlików. Jeśli nic się nie zmieni, każda miejscowość może stanąć przed podobnym problemem. Nie możemy budować boisk w lasach czy na odludziu, bo komuś przeszkadzają dzieci! One nie mogą czekać latami, aż sądy pozwolą im normalnie grać i korzystać z obiektów, które przecież powstały dla nich. To czas na zmiany! Moja odsiadka to symbol. Świadomy wybór. Miasto mogło zapłacić 5000 zł i sprawa przeszłaby bez echa. Ale wtedy nikt by o tym nie usłyszał, a niesprawiedliwość trwałaby dalej. Wierzę, że mój gest otworzy oczy decydentom i zmobilizuje ich do zmian. Bo dzieci powinny mieć prawo do sportu i wypoczynku bez przeszkód" - stwierdził.
Sprawa szybko zyskała rozgłos, a sam prezydent otrzymał wiele sygnałów wsparcia, za które dziękował w mediach społecznościowych. Wczoraj wieczorem przekazał jednak, że
nie będzie odsiadywał kary, bo ktoś zapłacił grzywnę za miasto.
"Właśnie otrzymałem informację, że ktoś - bez zgody i wiedzy Urzędu Miasta –pokątnie wpłacił grzywnę, co doprowadziło do anulowania mojego nakazu aresztowania. Informację przekazał mi prawnik Urzędu Miasta. Dziś (4 kwietnia), wskutek zapłacenia grzywny przez nieznaną osobę lub podmiot, sąd cofnął nakaz osadzenia mnie w Zakładzie Karnym. Dokument ten w trybie ekspresowym trafił do komornika, który w poniedziałek miał doprowadzić mnie do zakładu. Nie otrzymałem jeszcze oficjalnego potwierdzenia, ale wiem, że prawdopodobnie nie trafię do więzienia i nie zostanę tam wpuszczony" - napisał Paweł Maj.
Podkreśla przy tym, że
sprawa jest dość podejrzana
i nie zgadza się z takimi ingerencjami.
"Nie wiem, kiedy i na jakie konto wpłynęła wpłata. Grzywna miała swoje subkonto do wpłat, które nie jest znane osobom postronnym, więc ktoś musiał się naprawdę postarać, by tego dokonać.
Czyżby celem było uniknięcie kompromitacji państwa i wymiaru sprawiedliwości?
Okazuje się, że prawo dopuszcza taką sytuację, ponieważ grzywna została nałożona na miasto w postępowaniu cywilnym i mogą ją zapłacić osoby trzecie. Nie zgadzam się z taką ingerencją w wyroki, ale liczę, że ta osoba lub podmiot niebawem się ujawni i równie chętnie będzie spłacać grzywny innym ofiarom wadliwego systemu" - pisze prezydent Puław.
Podkreśla też, że nagłośnienie sprawy już pomogło: minister sportu zapowiedział, że już pracuje nad
zmianami prawnymi,
które zapobiegną zamykaniu boisk.
"Wierzę, że tak się stanie, ponieważ kolejna zapowiedź – że problem da się rozwiązać i nie muszę stawiać się do aresztu – właśnie się spełnia. Mimo to każdy z nas i nasze lokalne społeczności nadal są bezradne wobec karykaturalnej Temidy. Chcemy mieć pewność, że zapowiadane zmiany nie zakończą się wraz z zapłaceniem grzywny przez tajemniczego "dobroczyńcę". Dlatego nie zmieniam swoich planów na poniedziałek (7 kwietnia). W tej sprawie wydarzyło się zbyt wiele "cudownych" zbiegów okoliczności, by zakończyć ją krótkim komunikatem. Wasze ogromne wsparcie sprawiło, że dokonaliśmy czegoś wielkiego - po latach „walki z wiatrakami”, odbijania się od drzwi instytucji i ministerstw, udowodniliśmy, że mamy realny wpływ na rzeczywistość" - napisał prezydent, dodając, że i tak stawi się przez Zakładem Karnym, aby dalej nagłaśniać sprawę.
"W poniedziałek o godz. 10:00 widzimy się pod bramą Zakładu Karnego w Opolu Lubelskim. Chcę podziękować Wam wszystkim za ogromne wsparcie, za słowa otuchy i poparcia, które płynęły do mnie z całej Polski. Pokażmy tam naszą wspólną siłę i udowodnijmy, że zawsze będziemy stać po stronie normalności, skutecznie sprzeciwiając się prawnym absurdalnościom".