Były piłkarz
Jarosław Bieniuk
, w połowie kwietnia został
zatrzymany przez policję
w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przeciwko wolności s*ksualnej. Miało chodzić o
brutalny gw*łt.
Ostatecznie po przesłuchaniu
usłyszał zarzuty
z ustawy o przeciwdziałaniu n*rkomanii,
w związku z udzieleniem narkotyków dwóm osobom dorosłym.
Bieniuk wydał też oświadczenie, w którym
oznajmił, że jest niewinny
. Twierdził, że Sylwia Sz., która oskarża go o gw*łt, zrobiła to "wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści materialnych".
Jak informowała
Wyborcza
, prawnicy kobiety mieli złożyć piłkarzowi propozycję finansową:
400 tysięcy złotych w zamian za "skierowanie sprawy na łagodniejsze zarzuty: zgw*łcenie, ale bez szczególnego okrucieństwa"
. Kobieta jednak zaprzecza, by taka sytuacja miała miejsce.
Teraz
Sylwia Sz. postanowiła opowiedzieć
Faktowi
o szczegółach nocy
, podczas której Jarosław Bieniuk miał dopuścić się przestępstwa.
Kobieta twierdzi, że nie radzi sobie z sytuacją i z powodu afery straciła źródła dochodów:
- Nie radzę sobie z własnymi myślami. Całe moje dotychczasowe życie legło w gruzach.
Dotychczas byłam influencerką. Ze względu na hejt jaki się na mnie wylał m.in. w Internecie, zostałam zmuszona do zrezygnowania z pracy
, dzięki której zarabiałam pieniądze. Zostałam bez środków do życia. Opluto mnie. Nazwano mnie pr*stytutką. To kłamstwo i obraza mojej osoby!.
Sz. w rozmowie z dziennikarzem Faktu,
przyznaje, że z Bieniukiem poznała się "około 3-4 lata temu".
Mieli się "bardzo lubić". Noc, w której doszło do zgw*łcenia, Sylwia Sz. miała spędzić z koleżanką na drinku. Po telefonie dołączył do nich Bieniuk:
- W ciągu dnia rozmawiałam z Jarkiem i wspomniałam mu, że wychodzę wieczorem na drinka z koleżanką.
Stwierdził, że chętnie do nas dołączy.
Nie nastawiałam się na żadne imprezowanie. Nie miałam pojęcia, że on ma wynajęty jakiś apartament. Jarek w barze zaproponował, abyśmy przenieśli się do hotelu, w którym się zatrzymał. Uznałam, że to nie jest nic złego, żeby pójść do kolegi, którego znam od kilku lat. Nie sądziłam wtedy, że on może mi zrobić krzywdę - mówi.
Sz. stwierdziła, że piłkarz
dosypał jej czegoś do drinka.
Dodatkowo przyznała też, że tej nocy wspólnie zażywali kokainę:
- Mam zaniki pamięci.
Znam swój organizm i wiem, jak zachowuje się po alkoholu
. Wtedy było inaczej. Uważam, że Jarek dosypał mi czegoś do drinka i to na pewno nie był magnez! Zresztą
tej nocy zażywaliśmy kokainę, którą przyniósł Jarek.
Jarek ma opinię imprezowicza. Pomimo tego, że ja słyszałam od kilku osób o nim złe rzeczy, to ja uważałam go za dobrego kolegę. Nie przejmowałam się tymi opiniami. Bawiliśmy się, tańczyliśmy w apartamencie. Nie dawałam mu żadnych znaków, że czegoś od niego oczekuję, albo żeby mógł sobie pomyśleć, że ja czegoś od niego oczekuję - opisuje Sz.
Sylwia Sz. opisała też, jak miał wyglądać gw*łt:
-
Krzyczałam, żeby przestał
. Wtedy ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Po chwili jednak przestał, bo Jarek
przydusił mnie kołdrą
, żeby nie było mnie słychać. Później
zakleił mi usta.
Gdy byłam związana, zaczęło się najgorsze.
Jarek gw*łcił mnie, używał różnych rzeczy. Mam powyrywane włosy, byłam posiniaczona.
Po wszystkim dał mi tabletkę nasenną. Po niej uspokoiłam się. Pamiętam przez mgłę, jak taksówka odwozi mnie do mieszkania.
Kobieta w rozmowie z
Faktem
stwierdziła też, że cała sytuacja była dokładnie zaplanowana przez Bieniuka i jego kuzyna.